Viljandi

VILJANDI

Viljandi to najbardziej zaskakujące miasto w jakim przyszło nam zawitać. To zaledwie 17-tysięczne miasteczko truskawek i drewnianych domów, położone na południu Estonii ma bogata historię. Nadal jednak możecie się w nim poczuć, jak w wehikule czasu.

Viljandi odwiedziliśmy nieprzypadkowo, sprowadziła nas tu praca i spotkanie zawodowe męża. Początkowo jednak zastanawiałam się, czy w ogóle z nim lecieć i czy będę miała co robić przez cały dzień w takim miejscu. Tymczasem okazało się, że miasto oczarowało mnie bezgranicznie i wróciłabym tam bez wahania. A dlaczego? Wyobraźcie sobie, że ktoś cofa Was w czasie i nagle znajdujecie się w miejscu zbudowanym kilkadziesiąt lat, a nawet wieki temu i nie ma w nim w ogóle turystów, mimo szczytu sezonu. O współczesności przypominają Wam jedynie poparkowane gdzieniegdzie samochody. Miasto zatopione w zieleni, pełne kolorowych zaułków i ciszy …

Trafiliśmy tu na nie najlepszą pogodę, tylko przez chwile było słońce, a od zwiedzania odciągnęła mnie potężna burza z nawałnicą. Wszystko jednak, co udało się zobaczyć obejrzycie w tym przewodniku.


VILJANDI – KRÓTKA HISTORIA


Pierwsze wzmianki pochodzą z 1211 r. Miasto powstało na miejscu grodu Estów. Prawa miejskie Viljandi otrzymało już w 1283 roku, a nadał je mistrz krajowy inflanckiej gałęzi zakonu krzyżackiego Villekinus de Endorpe, członek słynnej Hanzy. Przekazywane „z rąk do rąk” : najpierw krzyżackie, potem szwedzkie, polskie, szwedzkie, a na koniec rosyjskie. Viljandi podobnie jak inne miasta Estonii znajdowało się w granicach Rzeczypospolitej Obojga Narodów.



VILJANDI – PRZEWODNIK PO MIEŚCIE



PÓŁNOCNA CZĘŚĆ MIASTA


Nasz spacer po mieście zaczniemy od północy, czyli bardzo nietypowo, bo z pewnością żaden potencjalny turysta tu nie dociera, a i faktycznie nie ma tu nic, co mogło by go zainteresować. W tej części miasta po prostu nocowaliśmy i kilka razy siłą rzeczy przespacerowałam się przez dzielnice. O samym noclegu poczytacie poniżej w Informacjach Praktycznych, a tymczasem wędrujemy przez spokojną dzielnicę domków jednorodzinnych. Ta dzielnica to jakby zapowiedź całego charakteru miasta. Skąpana w zieleni, pełna drewnianych, kolorowych domków wygląda na kompletnie uśpioną, jakby trwała tu pełen lockdown, a go nie ma, bo Estonia latem mimo pandemii nie ma żadnych ograniczeń .


ZACHODNIA DZIELNICA MIASTA


Zanim dotrę do najciekawszych punktów i zabytków miasta kieruję się na zachód. Tu znajduje się ogromny park ze stawami. Park nie jest szczególnej urody, ani nie ma zbyt dużo drzewostanu, ale przepływa przez niego mała rzeczka Valjuola i tworzy kilka stawów, a na końcu małe jeziorko Paala.

Nad parkiem w górze wznosi się piękna kamienno-ceglana świątynia. To kościół Ewangelicko – Augsburdzki EELK Viljandi Pauluse Kogudus , który posiada piękne wnętrze, ale niestety był akurat w renowacji i nie udało mi się wejść do środka .

Tuż za kościołem znajduje się kolejny obiekt , który zwraca moja uwagę, to Centrum Sportowe. Dziwne jest jednak zestawienie starego budynku z przepiękną kolumnadą z nowoczesnym budynkiem obok.


ULICE : CARL ROBERT JACOBSONI, TALLINA I TURU


Zanim przejdziemy dalej warto przespacerować się kilkoma głównymi ulicami miasta. Nie ma tu ruchu, jakiego moglibyśmy się spodziewać, jest za to sympatyczna, nietypowa zabudowa, w tym kilka perełek.


ZAMEK FELLIN I AMFITEATR


Teraz udaję się w kierunku południowym. To z pewnością jedna z najciekawszych i najbardziej zaskakujących części miasta. Przede mną piękny, dopiero co odrestaurowany obiekt zwany Zamkiem Felllin . Tak na prawdę nazwę swoją wziął od potężnego zamku Krzyżackiego zbudowanego kawałek dalej. Obiekt jest obecnie ekskluzywnym hotelem ze spa. Jego historia sięga jednak XVII wieku i króla Szwecji Gustaw II Adolfa. Centrum dworu zostało zbudowane na zachód od średniowiecznego miasta, pomiędzy miastem oraz dawnym zamkiem zakonnym, który legł w gruzach podczas wojen szwedzko-polskich. Pierwotny dwór rozebrano w 1938 roku, a obecnie w tym miejscu stoi pomnik konny generała Johana Laidonera (zdjęcia poniżej). Nowy dwór w stylu renesansowym został ukończony w 1880 roku.

Tuż obok tego pięknego obiektu znajduje się już współcześnie postawiony amfiteatr. Jest imponujących rozmiarów, a ja właśnie trafiam na gimnastykę seniorów. Tuż za amfiteatrem mieszą się piękne budynki z apartamentami do wynajęcia.


POMNIK GENERAŁA I CENTRUM MUZYKI


Po drugiej stornie amfiteatru uwagę zwraca wielki pomnik konny wzniesiony na cześć generała Johana Laidonera, naczelnego dowódcy armii estońskiej podczas wojny o niepodległość. Laidoner, wybitny mąż stanu urodzony w okręgu Viljandi, jest też pierwszym honorowym obywatelem tego miasta.

Tuż za pomnikiem po drugiej stornie fosy znajduje się przebudowany i rozbudowany obiekt Centrum Muzyki – Estonian Traditional Music Center


WZGÓRZE ZAMKOWE


I tak trafiam do fantastycznego zamku, albo raczej jego ruin wznoszących się na zaskakująco wysokim i stromym wzgórzu. Zamek w Fellinie był jedną z 6, a równocześnie jedną z najstarszych i najważniejszych warowni zakonu Kawalerów Mieczowych. To właśnie tutaj krzyżowały się szlaki handlowe Inflant. Wznoszenie kamiennego zamku rozpoczęto około 1224 roku na rozkaz mistrza Volkwina von Naumburg. Zamek stanął na wzgórzu, od południa z widokiem na jezioro Viljandi, a na zachodzie na dolinę potoku Valuoja. Najłagodniejsze podejście było od strony północnej, dlatego od tej strony rozwinęło się miasto Fellin.

Pierwsza stanęła tu potężna wieża główna nazywana „Wysoki Herman”, do której następnie dobudowano od południowego – wschodu siedzibę konwentu. Na planie kwadratu o boku 55 metrów powstały pomieszczenia parterowe z funkcją gospodarczą. Na piętrze znalazły się pomieszczenia klasztorne, połączone zewnętrznym krużgankiem. W skrzydle północnym znalazły się kaplica i kapitularz, dormitorium we wschodnim, a komnaty w zachodnim. W głównej wieży znajdował się loch więzienny, a obronę zapewniał wzniesiony ze wszystkich stron mur zewnętrzny.

Czarne chmury przyszły nad zamek w czasie najazdu wojsk Iwana Groźnego w 1560 roku. Po długim oblężeniu zdobył on miasto, a później i zamek. W 1582 roku zrujnowane zabudowania miejskie i zamkowe przejęli Polacy, którzy w chwilę później utracili je na rzecz Szwecji. W 1602 roku wojska polskie ponownie odbiły Fellin, ale już po 20 latach ponownie go utraciły. Nikt już nie podjął się próby odbudowy warowni, która popadła w całkowitą ruinę.


CZERWONY MOST WISZĄCY


Będąc na zamku nie sposób nie zauważyć urokliwego mostu wiszącego znajdującego się od północno – zachodniej strony. Rippsild ma 50 metrów długości został podarowany miastu w roku 1931 przez Karla von Mensenkampffa.


KOŚCIÓŁ ŚW. JANA CHRZCICIELA


Zanim zapuszczę się w urokliwe uliczki centrum miasta obowiązkowo odwiedzam górujący w tej części miasta kościółek. Pierwotnie w tym miejscu znajdował się klasztor franciszkanów. W XVII wieku na jego ruinach wybudowano nowy kościół. Świątynia był wielokrotnie burzona, dewastowana i odbudowywana. W II połowie XX wieku Sowieci umieścili w jego wnętrzu magazyn. Do właściwej funkcji świątyni i sali koncertowej budynek wrócił dopiero w latach 90-tych. Wnętrze jest niesamowite, bo choć odbudowane współcześnie – wygląda na bardzo stare. W tylnej części kościoła zwraca moją uwagę znajdujący się tu kącik zabawy dla dzieci i akwarium z rybami. Nigdy wcześniej się w tym nie spotkałam.


ULICE PIKK, LOSSI I LUTSU I CENTRUM KONDAS


Od kościółka kieruję się na zachód wchodząc w zaczarowany świat kolorowych uliczek. Tuż za świątynią znajduje się ceglany budynek z wielka truskawką przed nim. Skąd ta truskawka? O tym poczytacie poniżej.


CENTRUM KONDAS

Centrum Kondas to małe muzeum sztuki założone w 2003 roku. Muzeum składa się ze stałej ekspozycji prac Paula Kondasa oraz przestrzeni galerii, która podzielona jest na cztery sale na pierwszym piętrze i jedną odpowiednią komnatę na drugim piętrze. Zakres ekspozycji jest dość szeroki, od malarstwa klasycznego, architektury, rękodzieła i konceptualnej sztuki współczesnej. Wizytę w centrum odkładam jednak na później, bo chcę wykorzystać chwilową poprawę pogody.


ULICE PIKK, LOSSI I LUTSU

A sama uliczka Pikk zaczyna się tuż za kościółkiem i jest tak urokliwa, że wędruję nią kilka razy wpatrując się we wszystkie detale. podobnie jak prostopadłe do niej ulice Lossi i Lutsu.


PLAC LAIDONERI I MUZEUM MIEJSKIE


Uliczki, które pokazałam powyżej kierują mnie prosto do serca miasta. Tu znajduje się kilka placów i parków. Pierwszy z nich to główny plac Laidoneri . Przy placu znajduje się kilka obiektów usługowych , urząd oraz muzeum. Najbardziej rzuca się jednak w oczy przepięknie odnowiony budynek hotelu – Park Hotell Viljandi

Plac jest bardzo zielony, a na środku znajduje się fontanna chłopca z rybą.


MUZEUM MIEJSKIE

Moją uwagę zwraca Muzeum Miejskie – Viljandi Museum. Obiecuje sobie do niego wrócić kiedy tylko pogoda zacznie się psuć i tak też robię. Zwiedzanie to idealny czas na deszczowo – burzową aurę.

Muzeum czynne jest 10.00 – 17.00

wstęp 4 euro / 2 euro ulgowy

Ekspozycja nie jest duża, ale mieści się na kilku kondygnacjach i prowadzi nas przez chyba wszystkie tematy od przyrody po historię. W jednej z sal można przyjrzeć się dokładnie makiecie będącej rekonstrukcją zamku Fellin, który opisałam powyżej.


PLAC RAEKOJA : WIEŻA WODNA, RATUSZ I POMNIK MALARZA


WIEŻA WODNA

O Wieży Wodnej czytałam jako o obowiązkowym punkcie programu. Roztacza się z niej super widok na całe miasto. Ja niestety trafiłam na prace budowlane i zamknięte wejście. Pozostało obejść ją ze wszystkich stron i sfotografować w rusztowaniu. A wielka szkoda tym bardziej, że tu turyści wraz z biletem wstępu otrzymywali mapkę truskawek, mnie pozostało szukanie ich samodzielnie .

Wieża ciśnień to 30-metrowa konstrukcja z czerwonej cegły, zwieńczona drewnianą dobudówką przypominającą ośmioboczny dom z maleńkimi okienkami. Na trzecim piętrze wieży znajdują się wystawy stałe. Wieża została oddana do użytku w 1911 roku, a warto wiedzieć, że Viljandi było jednym z pierwszych miast w Estonii, które otrzymało centralną wodę i kanalizację. Pojemność zbiornika na wodę wynosiła 100 metrów sześciennych, a wieża była użytkowana do 1960 roku.


RATUSZ

To zdecydowanie najbrzydszy budynek miasta, kompletnie „odstajacy” od całej reszty urokliwej zabudowy. Uwagę zwraca jednak rzeźba stojąca od jego południowej strony. To postać Augusta Maramaa – byłego burmistrza miasta wraz ze swoim ukochanym psem.


POMNIK MALARZA

W północno-zachodnim krańcu placu znajduje się jeszcze jedna rzeźba to postać Johanna Kölera. Urodzony w 1826 roku artysta był pierwszym estońskim malarzem z akademickim wykształceniem artystycznym. Tuż obok pomnika znajduję kolejną truskawkę.


ULICA VAIKE TURU


Jak już jesteśmy przy pomniku, warto zawędrować dalej w uliczkę Vaike Turu. Miałam tu tylko zajrzeć, ale ulica po prostu mnie „wciągnęła” . Po za paskudną, zaniedbaną remizą strażacką uliczka jest po prostu cudna i stanowi niesamowity koloryt.


OGRÓD JAPOŃSKI I POMNIK PISARZA


Kierując się dalej na północ dojdziemy do parku oznaczonego na mapie jako ogród japoński . Z ogrodem ma on niewiele wspólnego i daleko mu uroku tego typu ogrodów . Przechodzę dalej na wschód. Tu na końcu parku znajduje się ostatni ciekawy pomnik w centrum . Carl Robert Jakobson był jedną z najważniejszych postaci publicznych w estońskim Okresie Przebudzenia, a także felietonistą, pisarzem, nauczycielem. Pomnik został wzniesiony w 1998 roku, a jego wizerunek znalazł się na 500-koronowym banknocie estońskim.


ULICA URU , ZEJŚCIE DO JEZIORA


Tuż za ratuszem znajduje się jedna z ulic, która prowadzi do jeziora. Mijam piękny drewniany obiekt apartamentowca i schodzę drewnianym schodkami w kierunku wody i terenów sportowych.


JEZIORO VILJANDI


Nad jezioro wędruję dwukrotnie, najpierw sama, potem z mężem i nie niestety za każdym razem trafiam na deszcz i paskudną aurę. Miejsce, które zapewne w ciepłe, słoneczne dni tętni życie, jest teraz kompletnie opustoszałe. Plaże, urokliwa knajpka ze stolikami na pomoście, boiska, wypożyczalnie sprzętu wodnego i zero ludzi.

Wokół jeziora Viljandi wytyczono szlak o długości 13,5 kilometra. Podobno jednak bardzo trudno na niego trafić, a części ścieżek prawie w ogóle nie ma. Mnie zostało jeszcze sporo w mieście do obejrzenia, wracam więc na górę.


ULICA TARTU


Do centrum można wrócić schodkami, którą już Wam pokazałam, albo ulicą Tartu. Widać po za budowie na jakim wzniesieniu znajduje się centrum . Przyznam, ze na estońskie warunki, czyli wszędzie płaski teren, Viljandi było dla mnie ogromnym zaskoczeniem.


DREWNIANE DETALE


Przechadzając się uliczkami Viljandii nie sposób nie zwrócić uwagi na bardzo skandynawski charakter zabudowy. Niskie, góra 2-pietrowe domki, prawie wszystkie drewniane i wymalowane na różne kolory. Moją uwagę przykuły jednak drzwi tych domów. Każde inne, ciekawie zdobione i wymalowane. Często zarośnięte wine, stanowią prawdziwy koloryt tego miasteczka.



VILJANDI – CIEKAWOSTKI



MIASTO TRUSKAWEK


Kiedy odnalazłam pierwszą truskawkę, a potem przypadkowo kolejne zaczęłam się zastanawiać skąd się wzięły, co oznaczają i ile ich faktycznie jest. Mnie udało się odnaleźć 5 z nich, niestety nie dysponowałam mapką i moje poszukiwania były na „chybił trafił”

  • Inspiracją do truskawek był obraz naiwnego Paula Kondasa „Pożeracze Truskawek”- „Strawberry Eaters”. Został on wybrany jako jeden ze 100 najbardziej unikalnych obrazów naiwnych na świecie.
  • W całej Viljandi jest w
  • sumie 8 betonowych truskawek

VILJANDI – INFORMACJE PRAKTYCZNE


Miejsc w których można coś zjeść i wypić w Viljandii na pierwszy rzut oka wydaje się prawie nie być. Są one często ukryte w typowych domkach, a nigdzie nie zobaczymy bijących po oczach reklam. Jeśli jednak dobrze się rozejrzymy to znajdziemy tu kilka prawdziwych perełek.


GDZIE ZJEŚĆ ?

Na najlepsze jedzonko w przyjemnej atmosferze zapraszam do Fellin .Po obiedzie możecie skusić się jeszcze na ręcznie robione lody o bardzo nietypowych smakach.

Inne restauracje polecane w centrum to : Villa Maria Viljandi znajdująca się przy ulicy Pikk . Ma urokliwy ogródek letni, niestety nie dane mi było w nim usiąść, bo pogoda zmusiła do szukania czegoś pod dachem.

Na urokliwe miejsce do jedzenia trafiłam też przypadkiem „penetrując” Ulice Vaike Turu. Tu znajduje się Kohvik Herr Artur Viljandis z ławami w klimatycznym ogrodzie


GDZIE NA KAWĘ ?

Park Hotell Viljandi znajdujący się w samym centrum ma na głównym placu uroczą kafejkę.

Ja zajrzałam jednak do kultowej kawiarni z cukiernią Cafe Viljandi znajdującej się tuż za Teatrem Kukiełkowym .

Jeśli będziecie mieli szczęście do pięknej pogody, to najlepszym miejscem na relaks i przerwę w zwiedzaniu będzie kafejka nad Jeziorem Viljandii – Bangalo. Niestety trafiłam tu już podczas ulewy .


GDZIE WIECZOREM ?

Najedzeni szukamy jeszcze klimatycznego miejsca na wino lub piwko. I tak trafiamy w wyjątkowe miejsce. To Bar Romaan – miejsce faktycznie wyjątkowe .


GDZIE KUPIĆ PAMIĄTKI I RĘKODZIEŁO ?

Po zakup ciekawych pamiątek i rękodzieła typowego dla tego regionu zapraszam na dwie ulice : Vaike Turu. W to samo miejsce co pokazywany wcześniej restaurację : Bonifatiuse Gild oraz na ulicę Lossi , gdzie znajduje się ciekawy sklep Ehe ja Ehtne Käsitöö Viljandi kauplus


GDZIE SPAĆ ?

Baza noclegowa nie jest tu mocno rozbudowana. Z racji ilości turystów, których jest tu jak na lekarstwo. My znaleźliśmy na Booking.com pensjonacik z dala od centrum Felixi külalistemaja. Klimat z lat 80-tych, ale piękny ogród i okolica nadrobił wszystkie braki.


OKOLICA VILJANDI – ATRAKCJE


W Vijandi pokazałam wam chyba wszystko co najciekawsze, ale jak się okazuje warto wyjechać kawałek za miasto, aby też znaleźć ciekawe miejsca. A do najciekawszych obiektów w okolicy należą głównie szkoły. Tak, nie przejęzyczyłam się. Szkoły ulokowane w zmodernizowanych obiektach historycznych, bądź zabudowaniach po byłych PGR-ach to prawdziwe perełki architektoniczne.


CENTRUM SZKOLENIA ZAWODOWEGO VILJANDI


Pierwsza szkoła jaką wam chciałam pokazać znajduje się na północnym – wschodzie miasta. Znajduje się tu wiele szkół zawodowych w jednym mocno rozbudowanym budynku. Jak już wyżej pisałam to zmodernizowane i rozbudowane budynki po byłym odpowiedniku naszego PGR-u. Z racji kontaktów zawodowych mieliśmy przyjemność i okazję wejść do środka i obejrzeć wnętrza. Viljandi Kutseõppekeskus to przykład jak powinna wyglądać prawdziwa szkoła.


MIEJSCOWOŚĆ HEIMTALI


Zanim opuścimy okolice Vijandi zajeżdżamy jeszcze na południe do maleńkiej miejscowości Heimtali. Tu bowiem znajduje się kilka ciekawych obiektów.


HEIMTALI MUSEUM

W muzeum znajduje się stała ekspozycja zbiorów Muzeum Heimtal i pokazuje zwyczaje szkolne sprzed stu lat, stare dokumenty oraz narzędzia. Szczególnie bogate są jednak zbiory tkanin narodowych oraz biblioteka sztuki ludowej. W dziecięcym pokoju zabaw czeka wiele prosiąt, psów, kotów i innych zwierząt domowych utkanych we wzory rękawiczek.
W muzealnych komodach i kredensach znajdują się rękawiczki i skarpetki, koce ślubne i sanie, koronki i spódnice.

Tego muzeum niestety nie zwiedzaliśmy, gdyż ruszaliśmy dalej na objazd całego kraju, ale zostawiam informacje dla zainteresowanych . Link do MUZEUM


BUDYNEK SPORTOWY HEIMTALI BASIC SCHOOL

Kawałek dalej zatrzymujemy się przy wyjątkowo ciekawym budynku. Budynek sportowy Szkoły Podstawowej Heimtali został zbudowany na dziedzińcu, później odrestaurowano także ścianę stajni, z której ocalało zaledwie 20%. Pierścień dworu Heimtali został zbudowany za czasów właściciela ziemskiego Hermanna Friedricha Georga von Siversa w XIX wieku. Kształcił się on w korpusie kadetów Marynarki Wojennej Petersburga i pracował jako wykładowca astronomii w Obserwatorium Pułkowo, a właścicielem dworu został w 1851 roku. Ściany pierścienia mają około pięciu metrów wysokości i pół metra grubości. Dziedziniec budynku ma powierzchnię 0,2 ha. Dwa potężne łukowe wejścia umożliwiały bezpośredni dostęp do budynku.

Budowniczym obiektu sportowego udało się osiągnąć niesamowitą harmonię między starym a nowym. Zgodnie z wymogiem ochrony zabytków kalenica budynku sportowego nie mogła wznosić się ponad ściany okrągłej ściany. Dlatego na dziedzińcu wykopano 3-metrowy ciąg, kamienie wyglądają jak ręcznie robione, a zaprawę przygotowywano według starych receptur mieszanych.


DWÓR I PARK HEIMTAL

Tuż za szkołą sportową zaczyna się park, a w środku niego odnajdujemy budynek dworu. Pochodzi on z tego samego okresu co rotunda, był po prostu budynkiem mieszkalnym przy stajni, ale obecnie mieści się w nim szkoła średnia.


WINIARNIA HEIMTALI

Kawałek dalej za dworem jest jeszcze jeden obiekt watt uwagi. Oznaczony an mapie jako Heimtali viinaköök jest budynkiem byłej winiarni. Niestety obecnie obiekt został przejęty przez osobę prywatną, nie ma więc możliwości wejścia na jego teren. Sam obiekt pochodzący z 1832 roku w otoczeniu zieleni jest wyjątkowo ciekawy.


CZY WARTO ODWIEDZIĆ VILJANDII ?

Jeśli pasuje Wam klimacik skansenu jak w naszej LANCKORONIE, ale nie przepadacie za tłumem turystów. Równocześnie kochacie ciszę i spokój, to Viljandi jest właśnie dla Was.



>> PRZEWODNIK PO ESTONII

>> TALLIN – PRZEWODNIK

>> TARTU – PRZEWODNIK

>> VILJANDI – PRZEWODNIK

>> PARNAWA – PRZEWODNIK

>> ESTONIA PÓŁNOCNO-ZACHODNIA (ATRAKCJE)

8 Replies to “VILJANDI”

  1. O rety, zakochałem się! Jest tam chyba wszystko co lubię, super zabudowa, duzo zieleni. No wszystko! Absolutnie do zapamiętania i odwiedzenia, dzięki bo do tej pory w ogóle nie słyszałem 🙂

    1. To moje największe odkrycie … chyba każdego zachwyci , gdyby jeszcze pogoda nam się lepsza trafiła …

  2. Super miasteczko! Lubię takie odkryte przypadkowo „perełki” i sama kilka podobnych, mniej popularnych miejsc poznałam w zeszłym roku, głównie we Włoszech i Francji. Prawdopodobnie w ogóle nie zaplanowałabym odwiedzania ich, gdyby nie wyjazdy na zawody mojego brata… 🙂

    1. Koniecznie, my wcześniej zwiedziliśmy tylko Tallin, jest obłędny, ale jak się okazuje jest tu więcej perełek . Jeszcze nie wszystkie opisałam.

  3. Ja bardzo lubię taki klimacik, spokój, cisza, drewniane domki. Tylko ten ratusz faktycznie nie wkomponował się w całość.

    1. Klimat jest niesamowity, ale trzeba tam pojechać i przejść się wolniutko tymi uliczkami żeby to poczuć … żadne zdjęcia nie oddadzą tej atmosfery

Leave a Reply