DZIEŃ 10 : EVEREST BASE CAMP (5356m) -> PANGBOCHE (3985m)

Noc była przerażająco zimna ( najzimniejsza w bazie od dłuższego czasu ). W namiotach było -17 stopni, ja w Gorak Shep też trzęsłam się z zimna , a woda zamarzła w butelce i w baniaczku w łazience. Dla mnie to kolejna noc nieprzespana, objawy choroby się nasilają, a wysokość i zimno osłabiają organizm coraz bardziej.  Marzę już o tym , aby jak najszybciej zejść w dół.

EVEREST BASE CAMP (5356m)

Poranek po tej zimnej nocy wita nas obłędną aurą, ( teraz żałuje jeszcze bardziej, że nie ma mnie z rodziną ). Ekipa zjada bardzo wczesne śniadanie w bazie i szybko pakuje się do zejścia. Oto kilka zdjęć z EBC skąpanego w porannym słońcu:

EVEREST BASE CAMP (5356m) -> GORAK SHEP (5180m)

Czas na zejście, przed wszystkimi najdłuższa trasa ( 5 dni skumulowane w 1). Nie ma więc na co zwlekać. Ostatnie spojrzenie na bazę, ostatnie na szczyt Everestu.

GORAK SHEP (5180m)

W tym samym czasie kiedy większość ekipy zbiera się i schodzi z bazy, my robimy to samo w Gorak Shep. Jeszcze przed śniadaniem robię mały spacer po okolicy próbując nacieszyć oczy obłędną aurą poranka. Kolejna próba wejścia na Kala Pattar znowu kończy się po 10 metrach, to samo kiedy próbuję wejść na wzgórze na którym ląduje helikopter. Organizm się buntuje – nie ma siły pokonać w pionie nawet kilku metrów. Jestem przerażona i mam wizję powrotu helikopterem.

GORAK SHEP (5180m) -> LOBUCHE (4910m)

Po śniadaniu jednak sił odrobinę przybywa i decyduję się na zejście jak najszybciej, aby nie czekać na ekipę wędrująca z bazy. Dołączają do mnie pozostali trzej towarzysze niedoli i ruszamy w dół.

LOBUCHE (4910m) -> PANGBOCHE (3985m)

W Lobuche w zaczynającym się deszczu czekamy na resztę. Nie chcemy się nigdzie chować, aby nie się z nimi nie rozminąć. Pół godziny później cała ekipa melduje się przy nas. Teraz już w pełnym składzie wędrujemy w dół. Od tego momentu przez dobre kilka godzin nie widzimy nic. Towarzyszą nam ulewny deszcz i gęste chmury. Przypominamy sobie oczami wyobraźni widoki, które moglibyśmy zobaczyć. Dopiero pod koniec dnia przestaje lać i pokazują się okoliczne góry. Wędrówka od bazy zajęła 9,5 godziny, do pokonania było 23 km. Kompletnie wykończeni dochodzimy pod wieczór do miejscowości Pangboche do Highland Sherpa Resort. Teraz już wszyscy są chorzy – gardła mamy tak zaatakowane, że nikt nie może mówić. Czujemy się jednak niesamowicie – wreszcie jest tlen w powietrzu, a i lodża ma ogrzaną jadalnię – można rozebrać kilka warstw ubrań.

 

<<< DZIEŃ 9 <<<

>>> DZIEŃ 11 >>>

 

#Nepal #Himalaje #EBC #EverestBaseCamp #GorakShep #Lobuche #Pangboche